W kilku słowach...
gru 31

Zapiski z roku 2011

31 grudnia 2011, Nowy 2012 Rok

Wesołego, pogodnego, życzliwego, zdrowego, radosnego, ciepłego, spokojnego, smacznego, obfitego, bezpiecznego…
…i jakiego sobie jeszcze chcecie?

24 grudnia 2011, Boże Narodzenie

Wesołych, pogodnych, życzliwych, zdrowych, radosnych, ciepłych, spokojnych, smacznych, obfitych, choinkowych, prezentowych, rodzinnych…
…i czego tam jeszcze chcecie 🙂

21 grudnia 2011, Kolęda 2011

Ta kolęda jest dla ludzi
Którym wciąż się jeszcze chce
Których co dzień rano budzi
Głos, że komuś gdzieś jest źle

Że ktoś czeka na ich rękę
Prosty gest i ciepły głos
Że ktoś samotności mękę
Zmieni w trochę lepszy los

Że nadzieję da, że powie
„Będzie dobrze, uwierz mi”
A potem słowo po słowie
Pomoże wyjść z czarnej mgły

Podnieś rękę Boże Dziecię
Pobłogosław im w tę noc
Żeby wiosną, zimą, w lecie
Zawsze czuli Twoją moc

Żeby zawsze im się chciało
Żeby im się chciało chcieć
Żeby byli jak Anioły
Które wolą dać, niż mieć

Pewnie nie wiedziałeś Panie
Gdyś się rodził Nocą cichą
Że ten świat na głowie stanie
I że tu nie będzie cicho

Więc jeśli Ty nie potrafisz
Nic poradzić Panie Boże
To powiedz, kto jak nie oni
W tej sprawie Ci dopomoże?

Dlatego bardzo Cię proszę
Podnieś rękę Boże Dziecię
I spraw by takich Aniołów
Było więcej na tym świecie

Ta kolęda jest dla ludzi
Panie Jezu. Nie dla Ciebie
Dla tych, którzy w Twoim Niebie
Będą się czuć… jak u siebie.

Artur Barciś

16 maja 2011, Diagnoza poety

Ostatnio unikałem tutaj tematów politycznych, ale wyzwaniu współczesnego Wieszcza nie potrafiłem się oprzeć 🙂 Domyślam się, że wielu z Was nie podziela zdania wybitnego poety, że o swoim nie wspomnę. Mimo to, zapraszam 🙂

Wina Tuska

Pociąg spóźnił się do Buska – wina Tuska.
Podupada kurort Ustka – wina Tuska.
Groch się latoś marnie łuska – wina Tuska.
W totku ci nie wyszła szóstka – wina Tuska.
Zaszkodziła ci kapustka – wina Tuska.
Cioci Zosi siadła trzustka – wina Tuska.
W szczerym pola uschła brzózka – wina Tuska.
W gardle ci uwięzła kluska – wina Tuska.
Dyszel złamał się u wózka – wina Tuska.
Waza stłukła się etruska – wina Tuska.
Zimny deszczyk w oczy pluska – wina Tuska.
Gorzkie łzy ociera chustka – wina Tuska.
Połamała nóżki kózka – wina Tuska.
Księdzu z głowy spadła piuska – wina Tuska.
Polska to kolonia ruska – wina Tuska.
Na stadionach rąbanina – Tuska wina.
Spytasz mnie publiko moja – a cóż to za paranoja?
To katechizm jest prześliczny sporej partii politycznej.
A dlaczego panie święty ten mój wierszyk nie ma pointy?
W miejsce pointy mgła i pustka – wina Tuska.

Wojciech Młynarski

08 maja 2011, „32 omdlenia” w teatrze Polonia

Omdlałem. Nie wiem ile razy, może 32, może 33 i prawdę mówiąc nie wiem skąd ten tytuł. Mógłby brzmieć np. „Czechow”, „Aktor”, albo „Stuhr i przyjaciele”. Tytuł nie jest ważny. Omdlewałem z zachwytu nad maestrią Stuhra, Jandy i Gogolewskiego. Teatr w najczystszej postaci. Szlachetny, piękny, zachwycający. Ważny, niezwykle ważny jest ten spektakl. Bo to nie jest jakieś tam kolejne przedstawienie. To jest odpowiedź trojga wybitnych aktorów i reżysera tego spektaklu, na zawłaszczanie przez tzw. krytykę, jedynej słusznej drogi, którą powinien podążać teatr.

Joanna Derkaczew recenzentka GW, wyznawczyni teorii według, której „wybrać się do teatru 'na aktora’ to tyle co nie mieć ambicji”, napisała na koniec łaskawie, że „każdy wybitny koncert aktorski ma w sobie coś ze sztuki cyrkowej” i, że co z tego. Że fajnie. Niech sobie Stuhr i Janda popiszą się swoimi wyjątkowymi talentami. Przecież i tak taki teatr „stał się synonimem teatru fałszywego, kabotyńskiego. Teatru, który z kategorii „sztuka” spadł do działu „usługi”. Otóż uważam, że ten spektakl jest manifestem niezgody na to co się dzieje. Grupka wpływowych, bo zajmujących miejsce w ważnych mediach ludzi, próbuje wmówić widzom, że powinni oglądać tylko to, co oni uznają za dobre. Na szczęście, dzisiaj już nie muszę się martwić. Publiczność sama wie co jest naprawdę dobre. Spektakl, w którym dekoracją są trzy krzesła, a reszta to genialny tekst Czechowa i trójka wspaniałych aktorów pozwala wierzyć, że prawdziwy teatr nigdy nie zginie, mimo wysiłków różnych hochsztaplerów. Dzisiaj byłem dumny, że jestem aktorem. Jurku, Krysiu, Inku. Dziękuję.

03 marca 2011, Pani Irena [*]

Irena KwiatkowskaPowiedziałem w TVN24, że Pani Irena nigdy nie umrze, bo będzie zawsze żyła w naszej i kolejnych pokoleń pamięci. Tak Wielcy Artyści nie umierają nigdy.

Miałem ten zaszczyt grać z Panią Ireną w komedii „Z rączki do rączki” w teatrze Komedia i za każdym razem było to niezapomniane przeżycie. Parę razy odwoziłem Panią Irenę po spektaklu do domu na Kopernika. Kiedyś jechaliśmy moim autem grać spektakl w innym mieście i udało mi się namówić Panią Irenę na wspomnienia.

Opowiadała jak udało się Jej uciec z korowodu uchodźców z płonącej po powstaniu Warszawy, jak dotarła do Krakowa, jak poznała Gałczyńskiego („Nie wiem co on we mnie widział”), co sądzi o aktorstwie, a szczególnie o komedii. To od Niej pierwszy raz usłyszałem, że w komedii trzeba grać tak jak w tragedii tylko poważniej. Była to niezwykła podróż. W kilka godzin nauczyłem się więcej niż przez lata studiów.

Pani Ireno. Dziękuję.

 

27 stycznia 2011, Zagadka

Jestem chory. Nic wielkiego, po prostu grypa. Kaszel, katar, lekka gorączka, bóle mięśni i stawów. Biorę jakieś leki, ale i tak wiem, że swoje muszę odleżeć, więc leżę i czekam aż mi się polepszy. I owszem, polepsza się, ale tylko wieczorem i to na krótko, na jakieś dwie godziny. Wtedy kiedy jestem na scenie.

To zjawisko nurtuje mnie od dawna. Jak to jest? Jadę do teatru ledwo żywy, przebieram się w garderobie kaszląc i kichając, staję za kulisami, by za chwilę wejść na scenę i pozostać na niej bez przerwy, aż do końca przedstawienia („Moja córeczka”) i kiedy gaśnie światło …choroba znika! Nagle nic mnie nie boli, a postać którą gram (Henryk) nie ma żadnych objawów przeziębienia. Nie rozumiem tego. Skąd mój organizm wie, że teraz nie jestem sobą, tylko kimś innym, kto nie jest chory? Czy koncentracja na graniu Henryka powoduje podświadome usuwanie elementów dla tej postaci zbędnych? Tak chyba nie jest, bo jestem typem aktora, który raczej kontroluje to co robi na scenie. Nigdy nie pozwalam sobie na „zagranie się”, czyli przekroczenie granicy, za którą nie ma już aktorstwa, tylko lawina niekontrolowanych emocji, które zamiast uwiarygodnić postać obnażają bezradność aktora wobec niej, bo ujawniają jego prywatność. Jeśli nie to, to co? Słyszałem o aktorach, którzy zmarli dopiero po opadnięciu kurtyny, choć według lekarzy powinni nie żyć od kilkunastu minut. Dzisiaj ciągle czuję się fatalnie, ale wiem, że wieczorem na scenie, znowu będę zdrowy. A może już są jakieś kompetentne badania na ten temat, tylko ja nic o nich nie wiem?

07 stycznia 2011, Krzysiek [*]

Krzysztof KolbergerPożegnaliśmy dzisiaj Krzysztofa Kolbergera. Jego ciało spoczęło na Powązkach bardzo blisko grobu Krzysztofa Kieślowskiego. Szkoda, że dopiero teraz się spotkali.

Znaliśmy się od lat. Graliśmy razem w Teatrze Narodowym, w Ateneum, w kilku filmach. Zawsze Go podziwiałem. Za talent, za cudowny głos, za profesjonalizm, za uczciwość, za dobroć. Są ludzie, którzy nie odchodzą nigdy, bo zostaje po nich taki bagaż wspomnień, taka ilość wspaniałych rzeczy, które zrobili za życia, że pozostają z nami na zawsze. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Krzysztof Kolberger należy do tego wyjątkowego grona.

Jakieś trzy lata temu gruchnęła wieść, że Krzysiek nie żyje. Wiedzieliśmy, że jest w szpitalu, że zmaga się z rakiem, że jest źle. Następnego dnia okazało się, że to nieprawda. Krzysiek żyje i nie poddaje się, walczy. Przez cały ten czas widzieliśmy jak codziennie tę walkę wygrywa zawstydzając nas swoją dzielnością, pogodą ducha i optymizmem. W końcu przegrał, ale dla mnie zawsze będzie wygranym, bo wiem że nigdy Go nie zapomnę.

Niech Ci będzie dobrze na …tamtym świecie Krzysiu.
Cześć Twojej pamięci [*]

02 stycznia 2011, Przepis

Wziąć dwanaście miesięcy,
obmyć je dobrze do czysta
z goryczy, chciwości, pedanterii i lęku
i podzielić każdy miesiąc na 30 albo 31 części,
tak żeby zapasu starczyło akuratnie na rok.
Każdy dzionek przyrządza się oddzielnie,
biorąc po jednej części pracy
i dwie części wesołości i humoru.
Dodać do tego trzy kopiaste łyżki optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarnko ironii
i szczyptę taktu.
Następnie masę tę polewa się obficie miłością.
Gotowe danie ozdobić bukiecikami małych uprzejmości
i podawać codziennie z pogodą ducha
i porządną filiżanką ożywczej herbaty.
C.E. Goethe

Dostałem ten wierszyk od przyjaciółki, która stosuje przepis matki Goethego w codziennym życiu. Pewnie dlatego wszyscy ją lubią. Polecam 🙂