W kilku słowach...
wrz 19

Nadzieja

Lato było dziwne tego roku. Dotkliwe chłody zmieniały się w tropikalne upały, burze z piorunami i trąby powietrzne pustoszyły wsie i siedliska. Jednak wystraszeni niepewną sytuacją w Egipcie i Tunezji wczasowicze mogli się na szczęście rozkoszować afrykańskim skwarem w ojczyźnie. Wyszło trochę drożej niż w Szarmie, czy Hurgadzie, ale przynajmniej nie było ryzyka, że jakiś gość urządzi sobie na plaży polowanie, lub utknie się gdzieś na lotnisku. Jadąc nad morze można było utknąć w korku na A1 ale przynajmniej ci, którzy pamiętają czasy, gdy o żadnej A nawet się nie marzyło, za bardzo nie narzekali.

Poza tym narzekali prawie wszyscy. Narzekanie stało się codziennym rytuałem większości Polaków, co wprawia w osłupienie większość cudzoziemców, którzy nie potrafią zrozumieć dlaczego nasz piękny kraj tak bardzo się nam nie podoba. Moim zdaniem wytłumaczenie jest bardzo proste. Cudzoziemcy nie znają polskiego języka i w związku z tym nie czytają w tzw. SuperFaktach prawdy o tym w jakiej jesteśmy ruinie. Jeżdżąc po Polsce, odwiedzając miasta i miasteczka, pijąc piwo w ogródkach i zajadając się pysznymi (ich zdaniem) potrawami nie mają pojęcia, że odwiedzili kraj, który tak naprawdę jest na krawędzi katastrofy.

Na szczęście nadchodzą wybory i wszystko wskazuje na to, że kraj zostanie uratowany. Już za chwilę, już za momencik, gdy tylko Naród wybierze właściwie, wszystko się zmieni. Naród to oczywiście tylko połowa Narodu, a z tej połowy też połowa, albo i mniej, ale tak jakby cały. Bo skoro reszta ma gdzieś to kto będzie nimi rządził, bo i tak jest im dobrze, to dobrze im tak. Mnie też będzie przez nich równie dobrze jak im, czyli źle, a wygląda na to, że nawet bardzo źle. Doskonale pamiętam czasy, gdy rządząca partia uważała, że wie jak mam żyć i posiadała instrumenty żebym żył tak jak sobie życzy.

Ale jako niepoprawny optymista, który we wszystkim co się dzieje próbuje znaleźć coś pozytywnego… mam nadzieję. Nadzieję, że ludzie nie są aż tak naiwni, żeby wierzyć obietnicom, których nie da się dotrzymać. Nadzieję, że partia, która żeby wygrać wybory ukrywa w tym celu swojego wodza, nie jest partią wiarygodną. Nadzieję, że większość z nas przypomni sobie czasy, gdy ci ludzie byli u władzy i jak często trzeba się było za nich wstydzić. Nadzieję, że choć od lat wybieramy mniejsze zło, to jednak gdy wybierzemy to większe, będzie nam raczej gorzej niż lepiej. Nadzieję, że ci wszyscy ludzie, którym teraz jest wszystko jedno, zrozumieją, że za już chwilę może się okazać, że już nie mają takiego wyboru. Nadzieję, że gdy śpiewam – „Oni chcą tylko tego jedynie, by świat wyglądał tak jak powinien, przecież to oni wiedzą jedynie jak świat wygląda, a jak powinien” – to tylko mądry tekst z piosenki Piotra Bukartyka. Nadzieję, że ludzie przestaną się bać uciekających przed wojną Syryjczyków, tak jak nie boją się tysięcy muzułmanów podających im codziennie uwielbiane przez Polaków kebaby.

Nadzieja matką głupich i wiem jak bardzo głupim się dla wielu czytających ten felieton wydaje, ale mimo wszystko wolę mieć nadzieję, niż już teraz odchodzić na wewnętrzną emigrację.