W kilku słowach...
prn. 29

Październik 2008


Deprecated: Korzystanie z elementor/widgets/widgets_registered uznawane jest za przestarzałe od wersji 3.5.0! Zamiast tego proszę użyć elementor/widgets/register. in /home/barcis/ftp/bohun/wp-includes/functions.php on line 5758

Deprecated: Funkcja Elementor\Widgets_Manager::register_widget_type jest przestarzała od wersji 3.5.0! Zamiast jej proszę użyć register. in /home/barcis/ftp/bohun/wp-includes/functions.php on line 5383

Szok

Obiecałem sobie, że nie będę tu pisał o polityce, ale wobec tak niesłychanych wydarzeń, po prostu nie mogę, nie zabrać głosu. Jestem w szoku! Kaczyńscy zaczęli mówić ludzkim głosem.

Jarosław Wielki zaszył się gdzieś na dwa tygodnie, przestudiował sondaże i wyciągnął wnioski. Skoro tuskowa polityka miłości przynosi takie efekty, to należy też pójść tą drogą. Brawo! Jak miło słyszeć, że rozmowa przywódców dwóch zwalczających się partii, była rzeczowa i konstruktywna. Jak miło słuchać Prezydenta, który wreszcie mówi rozsądnie i już prawie nie sprzeciwia się naszemu wejściu do strefy euro, które może uratować nasze finanse. Co prawda,”prawie robi wielką różnicę”, ale i tak zmiana jest niesamowita. Całe szczęście, że PiS bojkotuje TVN, bo biedne posły, które jeszcze wczoraj waliły w rząd jak w bęben, musiałyby się z tej zmiany jakoś wytłumaczyć.

Wilku, wilku. Jak Ci w owczej skórze?

25 października, sobota

Wróciłem z Łomży. Koncert się udał, a łomżyńska publiczność była wspaniała mimo mojej małej gafy.

Otóż, byłem przekonany, że jestem w tym sympatycznym mieście pierwszy raz, a okazało się, że mam sklerozę. Na początku mojego występu, wyraziłem swoją niekłamaną radość, że zostałem zaproszony do Łomży, bo o ile pamiętam, nigdy tu nie byłem. Byłem w wielkim błędzie, bo natychmiast odezwała się jedna z pań, która pamiętała mój występ w Łomży sprzed 10 lat. Na szczęście, publiczność wybaczyła mi ubytki w pamięci i przyjęła mnie cudownie.

22 października, środa

Dzisiejsze „Grube ryby” były tzw. spektaklem z historią. Takie przedstawienia zapamiętują na zawsze, tak widzowie jak aktorzy. Dlaczego? Bo zdarzyło się coś nieprzewidzianego.

Jednym z ważnych rekwizytów za pomocą których, zbudowałem swoją rolę, jest …laska. Elegancka, ze srebrną główką, taka jakiej używali nasi XIX wieczni bohaterowie. Dla mojego Pagatowicza jest ładnym przedmiotem dzięki, któremu można coś zrobić z rękami, ale też i bronią, którą jak trzeba, da się pogrozić. Dzisiaj, w kulminacyjnej scenie z Helenką (Justyna Kulig), laska złamała się na pół. Niewiele myśląc, obie części odłożyłem na kanapę i resztę sceny grałem bez laski. Dopiero w scenie z Wistowskim (Czarek Żak) znalazłem moment żeby jej użyć. „Na dwoje babka wróżyła” – wypowiedziałem – biorąc do ręki dwie części laski i tak zszedłem ze sceny. Pozwólcie, że garderobianych komentarzy, wśród których głównym tematem była moja złamana laska, nie będę cytował. Dla mnie i tak, największym kompementem będzie opinia naszego niezwykle powściągliwego inspicjenta Rafała, który pogratulował mi wyjścia z sytuacji. Jedno jest pewne. Jutro będę miał laskę po renowacji. Zapraszam na „Grube ryby”. Może znowu coś się zdarzy?

21 października, wtorek

Wróciłem z Chicago. Powoli próbuję się przestawić na nasz czas, ale mimo potwornego zmęczenia, nie mogę zasnąć. Dziwne miasto. Piękne i tętniące życiem, ale też nudne i brzydkie. Zależy gdzie się pójdzie.

A może wszystkie miasta są takie?

Nie, jednak nie. Takiego bluesa jakiego miałem rozkosz doświadczyć wczoraj w Kingston Mines Blues Emporium, nie znajdzie się nigdzie poza Chicago. Zabawne, że nigdy nie byłem entuzjastą tego rodzaju muzyki, a teraz jestem. Miejsce, czas, ludzie, sztuka, muzyka, autentyzm, słowo, oryginalność, perfekcja, luz,….blues. Niesamowite.

Dziękuję AniuManiu.

15 października, środa

Fatalny dzień. Po wspaniałym sobotnim meczu z Czechami, dzisiaj przegraliśmy w fatalnym stylu ze Słowakami. Nie jestem w stanie tego pojąć. Ci sami ludzie, a zupełnie inni. Jutro lecę do Chicago, gdzie będę śpiewał piosenki Włodzimierza Wysockiego w koncercie Jurka Satanowskiego pt. „Konie narowiste”. Zabawne jakie czasy nadeszły. Do Ameryki jedzie się raczej wydawać, niż zarabiać.

Od znajomych i rodziny dostałem listę zakupów, a i sam pewnie coś sobie ze Stanów przywiozę, bo taka okazja może się więcej nie trafić. Nie mówię, że ten kryzys finansowy mi się podoba, ale pamiętam czasy kiedy za dolara można było spokojnie przeżyć cały dzień. Niech ktoś dzisiaj spróbuje w Polsce się najeść za 2.60 zł.

11 października, sobota

Próba „Odejść” Havla w Ateneum, aukcja na rzecz fundacji „Uwolnij marzenia”, wieczorem „Artur Barciś show” w Centrum Kultury Włochy, a potem mecz. Boże, ile emocji!!!

Koncert dla mieszkańców warszawskiej dzielnicy Włochy chyba się udał. Sala wypełniona do ostatniego miejsca wyglądała na zadowoloną. Mecz Polska – Czechy też udał się znakomicie (2-1), a najważniejsze jest to, że nasza drużyna grała naprawdę znakomicie z 8 zespołem świata i zasłużenie wygrała. Jak widać przepychanki PZPNu z rządem raczej mobilizują piłkarzy, więc napiszę tyleż tajemniczo, co enigmatycznie…oby tak dalej! Jutro gram „Grube ryby” w Nowym Sączu, a w poniedziałek od rana ostatni dzień zdjęciowy w „Ranczu IV”.

10 października, piątek

Przed wyjazdem do USA, godzinę temu udzieliłem wywiadu dla Polskiego Radia Chicago. Rozmowa była bardzo sympatyczna choć nie jestem pewien, czy spodobała się wszystkim amerykańskim polonusom.

Przemiła dziennikarka zapytała mnie o poglądy polityczne, a ja zgodnie z prawdą przyznałem, że jestem sympatykiem PO. Zdawałem sobie sprawę, że polonia amerykańska bardziej lubi braci Kaczyńskich niż Donalda Tuska, ale nie potrafiłem spektakularnie skłamać, że… nie interesuję się polityką. Cóz, najwyżej podczas „Koni narowistych” w Copermikus Center w Chicago, zostanę wygwizdany. A może jest tak jak mówią moi amerykańscy przyjaciele? Że polonia ma poglądy pół na pół, tylko ta PISowska część jest bardziej zdyscypilnowana. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że 19 października zwycięży Włodzimierz Wysocki i Jego sztuka.

9 października, czwartek

Wielkie zebranie w teatrze Ateneum. Nowa (od kilku miesięcy) Dyrekcja Artystyczna, czyli Izabella Cywińska, przedstawiła jeszcze bardziej nową Dyrekcję Naczelną – Sławomirę Łozińską. Nikt o nic nie pytał, bo wszyscy wszystko już dawno wiedzieli, tylko ja…

No, cóż, skoro Nowa Dyrekcja poprosiła o przedstawienie problemów, to się wyrwałem i przedstawiłem swój problem. Otóż zapytałem, czy ND (nowa dyrekcja) będzie miała tyle determinacj żeby wydać walkę mafii, która zawładnęła teatrem i panoszy się bez opamiętania. Zauważyłem sprytnie, że ND również do tej mafii należy. Chodziło mi o palenie papierosów, które jest wszechobecne. Oświadczyłem, że mam dość ciągłego wdychania dymu, który szkodzi mojemu zdrowiu i nic mnie nie obchodzi, że jestem w tzw. mniejszości. Postulat został przyjęty, choć za plecami słyszałem różne inwektywy typu: „neofita” (fakt, kiedyś paliłem), albo „menda”. Opon w samochodzie jeszcze mi nie przecięto, ale w imię zdrowia tych, którzy nie palą zniosę więcej jeszcze. Krysia Tkacz wyznała, że mnie kocha.

Remont

Po 12 latach mieszkania w moim domu przyszedł czas na remont. Trwa od miesiąca i powoli zaczyna dokonywać zmian w moim mózgu.

Trzeba to było w końcu zrobić. Kiedy budowaliśmy dom, na wszystko brakowało pieniędzy i kilka miejsc zostało zrobine „taniej”. Teraz, kiedy stać nas na więcej, nadszedł czas żeby te kilka miejsc, wygladało tak jak sobie wymarzyliśmy. Nie wiem, czy te nasze marzenia są takie trudne do spełnienia, czy wybraliśmy niewłaściwą firmę (twierdzą, że szybciej, to można byle jak), ale fakt faktem, że oboje z żoną od miesiąca mieszkamy z jakimiś facetami, którzy zdemolowali miejsce naszego przebywania po pracy, a teraz próbują doprowadzić tę ruinę do stanu estetycznej doskonałości, która urodziła się w naszych mózgach. Niestety, trwa to dłużej niż sądziliśmy i nasze mózgi dotkliwie zaczynają odczuwać ich permanętną obecność. Najgorsze jest to, że ne można się cofnąć. Trzeba cierpliwie czekać aż skończą. Jestem cierpliwy. Czekam. Zgrzyt przecinanego trawertynu miesza się w mojej głowie z przenikliwym dźwiękiem pracującej cykliniarki. Zamknięty w jednym pokoju, który na ten czas stał się moim gabinetem, jadalnią i sypialnią, próbuję uczyć się tekstu i pisać nowy felieton. Na szczęście, to ostatni remont w moim życiu.

2 października, czwartek

Właściwie nie wiem co pisać, bo nic szczególnie nowego się nie dzieje, ale…

…kiedy czasem zaglądam na strony internetowe moich kolegów aktorów, które nie są aktualizowane miesiącami, a nawet latami, to robi mi się jakoś głupio. Skoro już założyłem tę stronę i dodałem dział pt. „Co tam u mnie”, to wypada od czasu do czasu coś napisać. Dzisiejszy dzień wyglądał tak: obudziłem się o 7 rano, żeby o 8.30 być gotowym do pracy na planie „Rancza IV”. Po zdjęciach pędziłem co sił, żeby z Jeruzala zdążyć na próbę „Odejść” Havla, do Ateneum. Okazało się, że niepotrzebnie, bo scena ze mną została przesunięta na jutro. Myśleli, że nie dojadę. Pojechałem do domu i ku mojej radości, obejrzałem końcówkę meczu Lecha z Austrią Wiedeń.Wygrali, choć już się pogodziłem, że przegrają. Właśnie dlatego tak kocham ten sport. Ryczałem tak samo jak Arboleda. A podobno murzyni są bardziej twardzi od białych, he,he. Teraz odpoczywam. Razem z Wami.