W kilku słowach...
sp. 07

Paszkwil telefoniczny…

W życiu bym nie pomyślała, że mi figlarny poniedziałek ślizgiem ostrym we wtorek wejdzie i jeszcze więcej radosnego szczęścia zaznam.

Najpierw w pracy Młody powitał mnie takim westchnieniem ulgi, że przeciąg po pomieszczeniu służbowym przeleciał ze świstem oknami trzaskając, a to tylko dlatego, że spóźniona byłam o całe 2 minuty (słownie: dwie minuty). Dla Młodego to wystarczający powód do obaw, że gdzieś tam, na trasie pod płotem leżę i dogorywam. Znaczy Młody kocha nie tylko paragrafy, procedury i regulaminy, ale wybiórczo nawet mnie, zwłaszcza, jak sprawozdanie mu na biurku zalega i kwiczy. Ja też go kocham bardzo, o ile nie marudzi za dużo i nie rozbija gówna na atomy, jak to ma w zwyczaju.

Następnie kadrowa zawezwała mnie do siebie i w trybie pilnym kazała pisać odwołanie od orzeczenia niepełnosprawności, którego nota bene jeszcze oficjalnie do ręki nie dostałam, ale już mam się odwołać. Też fajnie, mogę się odwoływać, mnie tam „egal”.

No, a jeszcze potem zadzwonił telefon… Odebrałam, a jakże! I poleciawszy służbową formułką powitalną, co słyszę…

Dzień dobry. Podobno pani po godzinach udziela lekcji tańca na rurze, to ja właśnie chciałam się zapisać….
Ludzie kochani!! Dobrze, że siedziałam, bo bym uklękła z wrażenia 🙂 i nijak zareagować odpowiednio nie mogłam, bo „służbowy paragraf” w osobistej postaci Młodego nad łbem moi siwym wisiał i powagą urzędu siał dookoła.

Pogadać tośmy sobie chwilkę z A-B pogadały, ale cenzuralnie i „kulturarnie”, a Młody i tak uszami wachlował, jak wściekły i coś tam jednak podsłuchał, bo jak tylko odłożyłam słuchawkę, to o te rury nieszczęsne dopytywać zaczął namiętnie. No, przecież nie będę Młodego zrażać do płci jakiejkolwiek, więc powiedziałam tak od niechcenia:
– no wiesz… my z koleżankami klub rur mocno używanych założyć chcemy…
– a to będzie fundacja czy stowarzyszenie – zapytał Młody całkiem poważnie, czym dobił mnie ostatecznie i poleciałam do łazienki wyśmiać się w umywalkę symulując częściowe ablucje, żeby Młodemu głupio nie było.

A wieczorem rozmawiałam z Bożką, ale to już zupełnie inna bajka… Przez Miśka oczywiście 🙂