W kilku słowach...
mar 07

Mistrz

Gustaw Holoubek nie żyje. Kiedy dzisiaj rano usłyszałem, to z ust mojej żony, krzyknąłem tylko …NIE!, choć od jakiegoś czasu wiedziałem, że TO musi się stać. W moim ulubionym radiu TOK FM, przed wejściem na antenę, usłyszałem od Joasi Szczepkowskiej, że niedawno rozmawiała z Panem Gustawem, który jakiegokolwiek odchodzenia z tego świata nie brał pod uwagę.

Pomyślałem wtedy, że znowu miał rację. Od kiedy pamiętam, od kiedy miałem ten zaszczyt, żeby przebywać w Jego obecności, zawsze miał rację. Wtedy kiedy mówił czym jest aktorstwo (…twoja wewnętrzna prawda, twoja osobowość, to co masz do przekazania widzom, to wszystko jest ważniejsze od tego, czy twoja postać się spodoba, czy nie.

Aktor nie jest po to, żeby się podobać. Jest po to, żeby przekazać myśli i emocje, tak, żeby widz stał się uczestnikiem spektaklu, żeby był jego integralną częścią) i wtedy kiedy zaczynałem, dzięki Niemu rozumieć, jak warto żyć. Że uczciwość i przyzwoitość, to te najważniejsze cechy, którym powinien hołdować każdy człowiek.

W TVN24 protestowałem przeciwko mówieniu o Nim, w czasie przeszłym, bo tak WIELCY artyści nigdy nie umierają. Zostaną w naszej pamięci i w pamięci następnych pokoleń.

P.S.
Nie lubił braci Kaczyńskich. Uważał, że to co robią, jest złe dla Polski.
Ciekaw jestem, czy podobnie jak Adama Michnika, Jego również nie było na liście zaproszonych na uroczystość upamiętniającą wydarzenia, których obaj byli twórcami.
Mali ludzie, bywają mniejsi niż wysokość koturn, dzięki którym wydaje im się, że są wielcy.