W kilku słowach...
lst. 01

Szczerze współczuje i Tym, którzy zginęli…

Patrz Pan Panie Arturze,
Szczerze współczuje i Tym , którzy zginęli – niech stąpaja jak jeden po nieboskłonie i niech radość czerpią z obcowania z Panem B.- i ich rodzinom i wszystkim, których to dotkneło, ale patrz Pan, miałem kiedys sen normalnie, sniło mnie sie jak se nad jakomś pustyniom zdech wielbłond, któren jak wiadomo powsiechnie twardy jezd sam w sobie bo to i po tym piachu popiernicza i wogóle beduinów jakichs tam se nosi albo i inne paczki …

gdyz robote takom posiada i czasami jom lubi a czasami wolałby jak kazden jeden w oazie nad wodom posiedzieć i patrz pan, ów stwór pad, ja tam nie wiem czy musiał, czy jakowes go tam toczyły czy cóś, ale faktycznie pad i patrz Pan nikogo nie było wcześni co by mu nie wim, ale chociaż te droge naprostowały, wiesz pan żwir jakiś czy tam asfalt bo wszystkie miały go w dupie, grunt że łaził i żryć za czynsto nie wołał, i był pad i moment jak sie tylko położył to nawet nie wiadomo skont sie zaczrniło na niebie, zakotłowało, i sempy, stadamy jak te muchy do gnoju , ale patrz Pan, żeby to zwyczajowe ptactwo było nie zdziwiło by mnie to jakos, bo to by se pokrążyły potym dosiadły by sie i porzondek by zrobiły tylko, ale nie, te były jakeś dziwne, krązyły i krążyły a jak wielbłont sie już posuwał w rozpadzie to jeszcze niży a blizyj a żeby dokładni zobaczyć, a wąchały prawie że by mu do wiesz pan gdzie wlazły i tak bez jakiś sprawy go tam szturchały doglądały kompinowały a cudowały a jeszcze zawołąły jakieś tam inne stworzenia i jem gadały a z niemi gadały a trzensły sie a jedne to nawet poleciały do oazy i tam gadały że wielbłond pad, a dopytywały sie czy znały te co z nimy gadajom tego wielbłonda padnientygo na trasie piaskowej, a dopytywały sie jak sie czujom te co jego znały a jak te co jego nie znały, a inne jeszcze to by juz wleciały do starych wielbłonda i tam wgapiały sie jak te wyjom jak sie dowiedziały że pad a nawet coby nie powiedzieć fote se trzasły z tem padnientym i pod pysk rodzinie dawaj pokazać coby wiencej wody z niech wypłynęło, a jak już tem sposobem wycisnęły z nich nałenczowianki ze dwa lytry to dawaj pod skrzydla swoje i do padlyny bo tam jeszcze cóś sie może dać wycisnonć, a jak już sie i tam ostatnie pienć literków wylało, to kopły w dupe i odleciały… Taaa, a jeszcze patrz Pan, to ynne, to prześcigały sie yle to one pomogom starym i wogóle, któren łaskawszy bedzie ; któren hojniejszy, któren lepsi sam w sobie ,taaa a zaraz przy nich, znaczy przy ptactwie owym sie pozjawiało niewiadomo skont, róznych takich co to sie znali z wielbłontem, albo wiedzieli cós na temat jego roboty, i dawaj gadać na tyn temat byle tylko se pogadać z ptasiorem, bo to wiesz Pan, ptasior taki posiada se skrzydełka swoje i se kwitów na tunezje nie potrzebuje, normalnie odpala pióra i jak ma chenc tylko to już jest a tam może pogadać z innemi ptasiorami i wten prosty sposób takiego jednego któren gdzieś tam cós powiedział wszystkie ptasiory z kakadu włoncznie znać mogom i z mniejszym lub wienkszym kitem o niem pogadać se mogom jak nie bedom miały o czym… Dziwny sen, dobrze że żem sie obudził i ze to sen był tylko…

Z wyrazami szacunku
Mariusz