W kilku słowach...
sp. 19

Rocznicowa udręka

Mówi się, że ludzie najbardziej lubią te piosenki, które już znają. Sam mam czasem takie dni, że na okrągło słucham w samochodzie jednej piosenki, która akurat przypadła mi do gustu. Po jakimś czasie utwór zaczyna mi się nudzić i następuje tzw. „przejedzenie”. Co jakiś czas jeszcze do niej wracam, miło mi kiedy leci w jakiejś radiowej stacji, ale po płytę już nie sięgam. Są też takie piosenki, które kiedyś lubiłem, a teraz gdy je słyszę natychmiast przełączam na co innego, bo przejadły mi się tak, że zaczynam mieć mdłości. Mój wybór. Nie muszę, nie chcę. Pa, pa. Są jednak dwie piosenki, czy raczej pieśni, od których nie sposób się uwolnić. Pierwsza, to nasz hymn państwowy „Jeszcze Polska nie zginęła” , druga to …”Sto lat”. Jeśli pieśń Wybickiego zawsze śpiewam z dumą, a często np. kiedy nasi zdobywają jakiś medal na Olimpiadzie, mam przy tym łzy szczęścia w oczach, to tej drugiej szczerze nienawidzę.

Sklep perfumeryjny w stołecznej Arkadii. Dawno tam nie byliśmy i miła ekspedientka podając kartę lojalnościową mówi do Beby: – Czy może pani zaktualizować swoją datę urodzenia? Błysk w oku mojej piękniejszej połowy – Niestety, nic się w tym względzie nie zmieniło proszę pani – odpowiada moja dowcipna żona. – Właśnie dzisiaj ma urodziny – dodałem sprytnie. – Ooo! Sto lat ! – zakwiliło dziewczątko, a mnie przeszedł dreszcz.

Żona dostała darmowy mały szamponik. Pewnie gdyby nie te urodziny też by dostała, ale i tak było miło szczególnie, że cztery dni później ja też miałem mieć urodziny. Strach przed ponownym usłyszeniem stolata zwyciężył z pragnieniem otrzymania drugiego gratisowego szamponiku. Zbyt kosztowny byłby ten darmowy prezent. Ostatnio z okazji urodzin nachodzą mnie raczej smutne refleksje. Bo niby z czego się tu cieszyć?! Mam być zadowolony, że zostało mi już coraz mniej życia? Mam się zachwycać tym, że nie wiem co mnie czeka?

Właśnie dlatego, powie ktoś, że czas tak szybko leci i ani się obejrzałeś, a już masz 55 lat, chcemy ci te chwile umilić. Dlatego na urodziny dostajesz szamponik. Poza tym powinieneś się cieszyć, że dożyłeś aż 55 lat! Niektórzy nie mieli tyle szczęścia! Dobrze, zgadzam się, macie rację. Bardzo lubię dostawać prezenty, mimo to nie polubię urodzin i już. Właśnie z powodu, który psuje mi każde urodzinowe święto. Hymnu bez którego nie obejdzie się żadna urodzinowa uroczystość. Piosenka – potwór!!! Pieśń – koszmar!!! Utwór – udręka!!! Przypomnijcie sobie, jak co roku stoicie na środku sali, a wokół wszyscy wyją to cholerne „Sto lat”. Większość fałszuje niemiłosiernie, ale i tak dośpiewać musi do końca, bo zwyczaj, bo urodziny, bo tradycja. Szczęście nie ma granic jak na stolacie się skończy, bo przecież potem może być (i zazwyczaj jest!) jeszcze „Niech mu gwiazdka pomyślności”, „Niech żyje długie nam lata” oraz inne mutacje.

Człowiek stoi i jest bezbronny jak dziecko. Protesty, że już wystarczy, że już dziękujemy, że wiemy jak nam wszyscy dobrze życzą itd. nic nie dają, bo przecież każdy śpiewający też musi w swoje urodziny, swoje odcierpieć, więc nie ma tak, żeby komuś było lepiej. Do tego pieśń jest śpiewana zupełnie bezmyślnie, jak rytuał bardziej niż prawdziwe życzenia. Pamiętam łzy rozpaczy pewnej pełnej wigoru 96 letniej babci, której rodzina śpiewając, to bezlitosne „100 lat” dawała jeszcze tylko 4 lata życia.

Teraz już wiecie moi kochani przyjaciele i przyjaciółki dlaczego w tym roku nie było u mnie urodzinowego przyjęcia. Prawdę mówiąc była to tylko jedna z przyczyn, ale i tak w przyszłym roku poproszę o pisemne zobowiązanie, że żadnym stolatem mnie męczyć nie będziecie. Ja w zamian odpłacę Wam się tym samym dzięki czemu wszyscy będziemy żyli długo i szczęśliwie.