W kilku słowach...
paź 29

Kwesta

Jesień przyszła. Liście z drzew pozrzucała, ludzi poubierała w cieplejsze ubrania, zaludniła apteki i cmentarze. Kwesta na Powązkach w tym roku dłuższa, bo od niedzieli do wtorku. Może więcej kasy się uzbiera na ratowanie zabytków, które dla urzędników są tylko zwykłymi grobami. Ktoś kiedyś kochał, ktoś inny umarł i ten co został, tej miłości wymieszanej z rozpaczą, postawił pomnik. Wynajął artystę rzeźbiarza żeby tę miłość i rozpacz zawarł na zawsze w kamieniu.

Rzeźba przedstawiała smutnego anioła pochylającego się nad grobem. Zapłacił sowicie, bo artyście udało się uchwycić w twarzy anioła oblicze jego bliskiej osoby. Przychodził, ozdabiał rzeźbę kwiatami, zapalał świeczkę. Aż nadszedł czas, że i on spoczął obok ukochanej. Od czasu do czasu jacyś ludzie przychodzili jeszcze zapalić świeczkę i pozamiatać liście, ale coraz rzadziej. Dookoła szalała historia, skrzydło anioła uszkodził jakiś przypadkowy odłamek pocisku. Nagrobek obrósł mchem i brudem.

Czas, mróz, deszcz i wiatr bezdusznie zatarły rysy twarzy anioła, a zranione skrzydło odpadło roztrzaskując się o granitową płytę nagrobka. Takich aniołów na naszych cmentarzach są tysiące. Milczące dzieła sztuki dostępne za darmo dla wszystkich zwiedzających. Wielkie, wspaniałe muzeum rzeźby. Niestety, wiele z tych dzieł podzieli los swoich twórców, choć mogłyby żyć wiecznie. Kwesta jest po to żeby choć część z nich ocalić.

Pamiętam swój pierwszy raz. Był rok 1982. Stan wojenny. Na Powązkach tłumy ludzi, a pośród nich popularni aktorzy z puszkami. Być zaproszonym do kwesty, to był zaszczyt. Nie byłem jeszcze znanym aktorem, ale zagrałem w filmie „Znachor” i zaczynałem być trochę rozpoznawalny. Pewnie dlatego ktoś, nie wiem kto, mnie polecił. Stałem z puszką w ręce i byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nie wiem ile pieniędzy zebrałem, ale pamiętam słowa Jerzego Waldorffa, kiedy dziękował mi za udział w kweście – Mały, nie wiem jak się nazywasz, ale mam nadzieję, że wkrótce się dowiem. Co roku mówił mi mniej więcej to samo, aż kiedyś z triumfem wygłosił – Już wiem jak się nazywasz! Bajor, tak? – Prawie, Mistrzu – odpowiedziałem.

Od 1994 roku kwestujemy razem z Frankiem. Zawsze w tym samym miejscu, od 13-ej, obok grobu aktorki Wisnowskiej przy Katakumbach. Mamy swoich stałych darczyńców, którzy przychodzą specjalnie dla nas. – Franek! Ale urosłeś – słyszał mój syn co roku. Mieliśmy swoją małą rywalizację, kto zbierze więcej. Gdy był mały i śpiewał – Ratujmy Powąski, wzucajcie pieniąski – wygrywał. Potem więcej dostawał Norek, a ostatnio Czerepach. Teraz nie ma rywalizacji. Jesteśmy szczęśliwi, że obaj możemy brać udział w tej wspaniałej akcji.

– Halo? Czy pan Artur Barciś?
– Tak, o co chodzi?
– Otwieramy nową restaurację i zapraszamy do nas najbardziej lubianych celebrytów. Na jaki adres wysłać zaproszenie?
– Pani się pomyliła. Ja nie jestem celebrytą.
– Jak to? Przecież kwestuje pan na Powązkach.

Czasy się zmieniają, ale coraz częściej mam wątpliwości, czy na lepsze, czy na …inne.