Bożka

Ten pierwszy raz

Tysiąc drobnych kawałków…

Boże! I co ja mam napisać?! Do dziś dnia, kiedy wspominam spotkanie z Arturem, to nie potrafię opanować emocji.

W 2009 roku dostałam od Artura zaproszenie na spektakl „Grube ryby” do Teatru Polonia. Zbiegło się to z moim pobytem w Polsce. Na co dzień mieszkam w Anglii, ale akurat wraz z moim sześcioletnim synem Janem przebywaliśmy w Polsce na wakacjach. Na spotkanie z Arturem pojechaliśmy razem.

Nocy przed wyjazdem nie przespałam – myśli nie dawały spokoju. Jak to możliwe, że On, taki znany aktor, osoba publiczna, wielki talent, zechciał mnie poznać? Trema tak mnie „zżerała”, że miałam nawet zamiar odwołać spotkanie. Z drugiej strony nie wypadało odmówić Panu Barcisiowi.

Do teatru podwiózł mnie Mario, kolega z Barcisiowego Forum. Bałam się, że Jasiek może narobić obciachu, bo nigdy wcześniej w teatrze nie był. Nie chciałam też, aby Artur miał przez nas nie przyjemności. Strzeliłam więc matczyną pogadankę, coby młody wiedział jak się zachować.

Kurtyna w górę i zaczęło się przedstawienie. Nie mogłam się doczekać kiedy na scenie pojawi się Artur. Wreszcie jest! Wyszedł! Widziałam, że zerka w naszą stronę. Siedzieliśmy blisko sceny. Po spektaklu mieliśmy przejść do ArtParku, gdzie Artur grał jeszcze swój ABS, czyli Artur Barciś Show. Mariusz, ja z Jasiem oraz Beata (Anielica) z mężem udaliśmy się w tym kierunku. Po chwili Mariusz odebrał telefon, jak się potem okazało od Artura, „Czy aby na pewno mnie odebrał z Polonii?”. Artur prosił też, żebyśmy na niego zaczekali, bo biegnie za nami na piechotę do ArtParku.

Stałam tam na tym chodniku i myślałam, że mijają wieki. Wreszcie Go zobaczyłam! Szedł do nas w garniturze, z kapeluszem w ręku i laptopem przewieszonym przez ramię. Zastanawiałam się, co powiedzieć? Jak zacząć rozmowę, żeby się nie zbłaźnić. Jak się zachować? Myślałam, Boże, co ja tutaj robię? Po co dałam się namówić na to spotkanie? Pewność siebie nigdy nie była moją mocną stronę, a teraz całkiem już poległam ze strachu.

Artur podszedł, najnormalniej w świecie uściskał mnie i powiedział: „Cześć Bożka! Mogę tak do Ciebie mówić? Cieszę się, że Cię widzę”. Tak, jak byśmy się znali Bóg wie ile lat i spotkali jak starzy kumple! Rozleciałam się na tysiąc drobnych kawałków. Nie było już tego Artura ze sceny, niedostępnego, jakby z innego świata, człowieka-marzenia. Był realny człowiek z krwi i kości, który kocha ludzi i potrafi przełamać wszystkie bariery. Patrzyłam na Niego już nie ze strachem, ale z podziwem i wielkim szacunkiem.

Kolejne miłe zaskoczenie już w ArtParku. Przed występem, do stolika, przy którym siedzieliśmy z Arturem, podeszła pani, która organizowała całą imprezę.
– Artur daj laptop, to popilnujemy. – zwróciła się do Artura.
– Nie ma takiej potrzeby, jestem tutaj z przyjaciółmi. Oni popilnują – odpowiedział Artur z uśmiechem.
Artur jest niesamowity!

Po występie poszliśmy wszyscy do restauracji Buffo. Wręczyłam Arturowi prezenty, które przywiozłam specjalnie dla niego i jego żony. Ja też dostałam prezenty od Artura, które, jadąc specjalnie przez pół Warszawy, przywiozła Jego żona.

Artur mówił, że jak patrzył w teatrze na Jaśka, który leżał na moich kolanach to myślał sobie: „Boże jak to dziecko musi się nudzić, nie znając języka”. Kiedy usłyszał jak Jasiek mówi po Polsku powiedział: „Bożka, jaki ja jestem z Ciebie dumny, że Jasiek mówi po Polsku!”. Artur ze mnie dumny!

Siedząc i rozmawiając z Arturem, obserwując jak rozmawia z innymi, doszłam do wniosku, że jest zwyczajny-niezwyczajny. Niezwyczajny, bo gra na scenie, jest sławny, pisze, reżyseruje, maluje, ma talent… Zwyczajny, bo się nie wywyższa, jest skromny i tak bardzo wierzy w ludzi! Bardzo się cieszę, że nasze ścieżki miały szansę się skrzyżować.


Artur dziękuję Ci za wszystko! Za te wszystkie role, za felietony, za to że jesteś z nami każdego wieczora, że liczysz się z naszym zdaniem, że pytasz o nie, za te wszystkie akcje charytatywne, za to, że… JESTEŚ! Życzę Ci wielu wspaniałych ról, zwłaszcza tej wymarzonej, może oskarowej? Wspaniałych i życzliwych przyjaciół. Wielu sukcesów i rodzinnego szczęścia.

Bożka