Artur Barciś

  Foto dnia  

  Księga Gości  

  Forum  

  Download  

  Co tam u mnie...  

 
 
Nowości
O mnie
Doręczyciel - mój blog
Tak sobie myślę...
Galeria
Teatr
Film
Felietony
Kiedyś dla Newsweeka
Listy
Paszkwile Imory
Pomagamy sobie
Co? Gdzie? Kiedy?
Kontakt
Improve.pl
 

Co? Gdzie? Kiedy? - Artur Barciś

Między łóżkami - reżyseria Artur Barciś

Akcja KLUCZYK

Akcja KLUCZYK - adresy punktów

Kampania Komitetu Ochrony Praw Dziecka


Artur Barciś Show

WYWIAD RZEKA

Co myślisz o nowej szacie graficznej

Bardzo mi się podoba

Może być

Jest przeciętna

Nie podoba mi się



  KOPD.pl
  Uwolnij Marzenia
  Dzikie życie



Jęsli chcesz wiedzieć o nowościach i/lub innych wydarzeniach podaj mi swój adres e-mail.


  Felietony
moje felietony

Pożegnanie

 PUNKT WYJŚCIA

Zawsze musi być jakiś punkt wyjścia. Anegdota, zdarzenie, po prostu pretekst do napisania felietonu. Jakiś temat, który zainteresuje potencjalnego czytelnika. Na koniec przydałaby się zgrabna, dowcipna pointa, która sprawi, że tekst był napisany po coś. Zdarzało się, że siadałem przed białą kartką ekranu komputera i nie miałem pojęcia o czym pisać, bo ani punktu, ani wyjścia nie było. A napisać było trzeba, bo się człowiek zobowiązał, bo kawałek miejsca na ostatniej stronie gazety czekał, a może czekał też jakiś czytelnik, który lekturę Naszej Choszczówki zaczynał właśnie od mojego tekstu. Dzisiaj sytuacja jest podobna, choć z innych powodów. 

więcej »

TRZY CHOINKI

 1968. Miałem 12 lat i nie rozumiałem dlaczego tata nie pozwala zbliżać się do radia. Choinka była piękna, choć uboga jak cała moja rodzina. Przyniesiona z lasu, bo wtedy na wsi choinek się nie kupowało, szło się do lasu, wybierało jakieś ładne drzewko, dwa ciosy siekierą i już. Wszyscy tak robili. Pamiętam jak mama kazała nam polerować szmatką jabłka, żeby wyglądały jak bombki. Bombek na choince było mało, bo część się stłukła, a na nowe nie było pieniędzy. Były też cukierki w kolorowych papierkach, z których, po kryjomu, wyjmowaliśmy z moim młodszym bratem Jackiem zawartość i w to miejsce wkładaliśmy laskowe orzechy. Po świętach mama się bardzo dziwiła, że choinkowe cukierki jakoś nas już nie interesują.  Jednak to, co było na tej choince najpiękniejsze, to świeczki. Prawdziwe, kolorowe świeczki w maleńkich lichtarzykach. Gdy po wigilijnej kolacji tata gasił światło, co było znakiem, że będziemy śpiewać kolędy, te migoczące na choince ogniki, cudowny zapach świerku i topiącego się wosku sprawiał, że byliśmy najszczęśliwszymi dziećmi na świecie. O tym, że inne dzieci dostają pod choinką prezenty dowiedziałem się dużo później. Jeszcze później zrozumiałem o co chodziło z tym radiem. Radio Wolna Europa, którego audycje były nadawane do Polski z tzw. wolnego świata było tak zagłuszane, że gdy tata już złapał jakąś falę, to strzegł jej jak jakiegoś skarbu.                                                                                                                                                1982. Stan wojenny. 

więcej »

NADZIEJA

 Lato było dziwne tego roku. Dotkliwe chłody zmieniały się w tropikalne upały, burze z piorunami i trąby powietrzne pustoszyły wsie i siedliska. Jednak wystraszeni niepewną sytuacją w Egipcie i Tunezji wczasowicze mogli się na szczęście rozkoszować afrykańskim skwarem w ojczyźnie. Wyszło trochę drożej niż w Szarmie, czy Hurgadzie, ale przynajmniej nie było ryzyka, że jakiś gość urządzi sobie na plaży polowanie, lub utknie się gdzieś na lotnisku. Jadąc nad morze można było utknąć w korku na A1 ale przynajmniej ci, którzy pamiętają czasy, gdy o żadnej A nawet się nie marzyło, za bardzo nie narzekali. Poza tym narzekali prawie wszyscy. Narzekanie stało się codziennym rytuałem większości Polaków, co wprawia w osłupienie większość cudzoziemców, którzy nie potrafią zrozumieć dlaczego nasz piękny kraj tak bardzo się nam nie podoba. Moim zdaniem wytłumaczenie jest bardzo proste. Cudzoziemcy nie znają polskiego języka i w związku z tym nie czytają w tzw. SuperFaktach prawdy o tym w jakiej jesteśmy ruinie. Jeżdżąc po Polsce, odwiedzając miasta i miasteczka, pijąc piwo w ogródkach i zajadając się pysznymi (ich zdaniem) potrawami nie mają pojęcia, że odwiedzili kraj, który tak naprawdę jest na krawędzi katastrofy. Na szczęście nadchodzą wybory i wszystko wskazuje na to, że kraj zostanie uratowany. Już za chwilę, już za momencik, gdy tylko Naród wybierze właściwie, wszystko się zmieni. Naród to oczywiście tylko połowa Narodu, a z tej połowy też połowa, albo i mniej, ale tak jakby cały. Bo skoro reszta ma gdzieś to kto będzie nimi rządził, bo i tak jest im dobrze, to dobrze im tak. Mnie też będzie przez nich równie dobrze jak im, czyli źle, a wygląda na to, że nawet bardzo źle. Doskonale pamiętam czasy, gdy rządząca partia uważała, że wie jak mam żyć i posiadała instrumenty żebym żył tak jak sobie życzy.                                                                             

więcej »

...się chce

Jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz przeczytałem tę maksymę na profilu mojej przyjaciółki, uśmiałem się jak bąk. Jakiż uroczy trzeba mieć dystans do siebie i świata, żeby wymyślić coś takiego. Ileż to razy byłem w podobnej sytuacji. Ileż razy wiedząc, że na drodze jest ograniczenie prędkości, wciskałem gaz do dechy. Wiedziałem, że nie wolno, ale tak bardzo nie chciałem się spóźnić do teatru, że...

Iluż odchudzających się ludzi, widząc niebiańsko pyszny kawałek tortu bezowego z wiśniami, mówi sobie po raz kolejny - Jeszcze ten jeden, ostatni raz. Nie wolno, ale tak bardzo się chce. Iluż palaczy, wiedząc o zgubnych skutkach wdychania tytoniowego dymu, sięga po kolejną fajeczkę. To jedno cudowne zdanie usprawiedliwia wszystkie nasze słabości, wszystkie wady i namiętności. Gdy zastanawiam się głębiej nad sensem tych słów, bo przecież nie chodzi o nic innego jak o uleganie nałogom, złym przyzwyczajeniom, czy wręcz o łamanie prawa, to choć powinienem, jakoś nie potrafię się im przeciwstawić. Tym barciś, że sam często ulegam podobnej maksymie czyli - Jeśli coś się powinno (zrobić, nauczyć na pamięć itd.), a bardzo się nie chce, to można... to zrobić trochę później.

więcej »

Felieton wakacyjny

 Nadchodzą wakacje. Jak co roku ludzie zostawią swoje domy, mieszkania i pojadą spać na nie swoich łóżkach i wycierać się nie swoimi ręcznikami. Rozjadą się, rozbiorą, rozpiją i będzie im się wydawało, że właśnie o tym marzyli przez cały rok. Jeśli pojadą nad nasze morze, to zaznają cudownej kąpieli w potwornie zimnej wodzie i zapłacą niebotyczny rachunek za kawałek ryby „prosto z Bałtyku”, która gdyby umiała mówić znałaby tylko język chiński. Na pamiątkę po udanym wypoczynku kupią sobie gustowny kapelusz z napisem Kocham Polskę, również Made in China. Wiem, że zacząłem trochę defetystycznie, ale jakoś ostatnio nie jest mi do śmiechu. Nie tylko dlatego, że nadchodzące Made In Poland , to łóżko i ręcznik, które pachną znanym aromatem IV RP i nie będę ukrywał, że wcale mi się ten zapach nie podoba.  Zostawmy politykę, bo wygląda  na to, że choć mamy wpływ, to z tego wpływu wypływa coś zupełnie innego niż nam się wydawało, że wypłynie , więc  człowiek jest rozczarowany i zawiedziony choć nie powinien. Nie powinien, bo przecież inni są dzięki temu szczęśliwi i wygrani. Dobrze im tak. 

więcej »

WRÓŻBA

 „Drogi czytelniku, w mieście Warszawie obecnie znajduje się Najpotężniejsza Wróżka Monika. Ona, przez nadaną Jej moc Białej Magii, może odrzucić przekleństwa i uroki, a także wiele chorób związanych z nimi. Wspomaga rozbite rodziny. Pracuje z talizmanami i kartami TAROTA. Odczytuje przyszłość, teraźniejszość i przeszłość”. Czytając to ogłoszenie w gazecie, byłem pewien, że Wróżka Monika jest zwykłą oszustką, która niczego nie przepowiada, tylko zgarnia kasę od naiwnych ludzi szukających w ten dziwny sposób rozwiązania swoich problemów. Najprawdopodobniej reklamę zamieścił ktoś, kto jest w zmowie z tą kobietą i pobiera odpowiedni procent od jej dochodów, doskonale wiedząc, że to wszystko zwykła ściema. Zły na siebie, że zwracam uwagę na takie głupoty, nalałem sobie lampkę brandy.  I nagle naszły mnie wątpliwości. A jeśli nie? Jeśli naprawdę są ludzie, którzy potrafią odczytywać przyszłość, teraźniejszość i przeszłość? Kolejny łyk trunku upewnił mnie, że trzeba się przekonać. Przecież ja też mogę taki być!  Jeśli Najpotężniejsza Wróżka Monika ma taki dar, to może ja też go mam! Może ja też jestem wybrańcem, który ma nadaną Moc ? Niby dlaczego jakaś Monika może, a ja nie? Nie było wyjścia musiałem sprawdzić. Najpierw przyszłość. Rozłożyłem karty, ale obok króla karo (ja) i damy kier (Beba), żadnego waleta nie było, więc z ulgą odetchnąłem, że jakieś niespodziewane  małżeńskie nieszczęście nam nie grozi. Rozłożyłem karty jeszcze raz, tym razem skupiając się na przeszłości. Karty informowały mnie, że 26 lat temu urodził nam się syn, któremu daliśmy imię Franciszek. Niesamowite! Wszystko się zgadzało! Przecież przystojny walet trefl obok dwójki i szóstki kier nie mogły oznaczać nic innego. Teraźniejszość, może czegoś nie wiem? Potasowałem papierową wyrocznię, delikatnie zwiększyłem Moc mocą alkoholu i ponownie rozłożyłem karty na stole. Mogę przysiąc, że król karo (ja) mrugnął do mnie porozumiewawczo. Czułem, że zaczynam się unosić parę centymetrów nad ziemią z radości! Mam dar! Mam daaaar!!!! W zasadzie pijam tylko piwo, ale tego dnia brandy smakowała mi wybornie. Postanowiłem zrobić coś dla ludzkości. W dolnej szufladzie biurka znalazłem kości do gry. Powinno być pięć, ale cztery też coś przecież powiedzą. Koniec świata! Kiedy będzie koniec świata? Jeden rzut utwierdził mnie w przekonaniu, że Moc jest wielka. Kości ułożyły się w oczywisty, logiczny ciąg: dwójka, jedynka, jedynka i piątka. 2115. Czyli my, ludzkość mamy jeszcze trochę czasu. 100 lat, niby niedużo ale zawsze coś. Ulga. Porzuciłem kości na rzecz innej magicznej inspiracji. Przypomniałem sobie, że moja żona namiętnie lubi herbatę. Fusy! Tam musiała być odpowiedź na nurtujące mnie od lat pytanie. Rzuciłem się do kuchni. W kolorowej puszce znalazłem zbawienne, ususzone listki żoninej używki. Zalałem wrzątkiem i cierpliwe poczekałem, aż nabiorą odpowiedniego kształtu. Zależało mi żeby wróżba była pewna na 100%. Esencję odlałem do filiżanki, a fusy, jednym ruchem, rozrzuciłem na białej kartce papieru. To co zobaczyłem zwaliło mnie z nóg. Tyle lat nadziei, tyle lat płacenia podatków i wszystko na marne. W jednej chwil znienawidziłem Moc razem z Jej Wysokością Wróżką Moniką. Co mnie podkusiło żeby wróżyć z tych cholernych fusów!? Niestety, herbaciane listki bezlitośnie układały się w tylko jeden możliwy do odczytania wzór. Jak na dłoni widać było ulicę przy której mieszkam od prawie 20 lat. Droga jak z zabitej dechami wsi pełna kocich łbów, dziur i kałuż. I nagle zrozumiałem cyfry, które pokazały kości. To nie była data końca świata. To był rok, w którym zostanie utwardzona ulica Widna w Warszawie. Rozpaczliwie sięgnąłem po butelkę, była pusta. Zasypiając, poczułem tlącą się nadzieję, że ta cała magia, to jednak rzeczywiście jedna wielka ściema. 

więcej »

TAKIE CZASY?

 Nie uważam żebym był kimś wyjątkowym. Pracuję, a moja praca polega na graniu kogoś innego niż jestem. Jestem aktorem. Tak się złożyło (udało?), że moja praca zaowocowała sporą popularnością dzięki czemu stałem się tzw. osobą publiczną. Dzień jak co dzień, skończyłem próbę i robię zakupy. Jak większość ludzi w sklepie wkładam do koszyka odpowiednie produkty i staję w kolejce do kasy. Nikt mnie nie zaczepia ( to kłamstwo, że jak ktoś jest znany z TV, to rzucają się na niego tłumy ludzi przy każdej okazji), tylko pani przy kasie uśmiecha się znacząco i dyskretnie prosi o autograf. Nagle dzwoni moja komórka. Odruchowo spoglądam na numer, nie znam. Płacę kartą, numer pin i zielone, wkładam zakupy do płóciennej torby, komórka groźnie dopomina się odbioru, odbieram. – Czy pan Artur Barciś? – Tak, słucham? – Dzień dobry Panu. Nazywam się Andrzej Kamiński i jestem rzecznikiem prasowym Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie. Chcielibyśmy żeby został Pan twarzą naszej firmy, co Pan na to? – Nie, dziękuję.                                   

więcej »

Język

 Rzeczy proste i łatwe są zrozumiałe dla większości ludzi. Te bardziej wyrafinowane, wymagające większej uwagi juz nie, bo więcej jest ludzi głupich, niż mądrych. Nie zawsze się to łączy z wykształceniem, ale zazwyczaj się łączy. Z jakiegoś powodu jedni ludzie przyswajają wiedzę łatwo i szybko, a dla innych jest to potworna katorga. Ci, którym to przychodzi z trudem mogą nadrobić kłopot pracowitością, ale zdarza się to niezmiernie rzadko, bo więcej jest ludzi leniwych, niż pracowitych. Pociągnięty za język muszę się przyznać, że sam jestem tego najlepszym przykładem, bo choć uchodzę za pracusia, ze wstydem muszę przyznać, że to tylko pozory, bo np. nie znam dobrze żadnego obcego języka. W szkole uczyłem się jak wszyscy rosyjskiego i nawet nieźle mi szło, bo język, jeśli odrzucić liternictwo dość podobny do naszego. Niestety, teraz nawet gdybym mógł nawrzucać takiemu np. Putinowi, to nie dałbym rady, bo nie potrafię ułożyć po rosyjsku nawet prostego zdania o czym mogli się jakiś czas temu przekonać widzowie programu „Mamy Cię”. W liceum uczyłem się dodatkowo niemieckiego, ale się nie nauczyłem

więcej »

POSTULAT

 Jeżeli prawo jest nieskuteczne należy je zmienić. W związku z powszechną akceptacją dla podsłuchiwania, nagrywania i publikowania prywatnych rozmów Osób Publicznych postuluję co następuje:
1. Znieść nielegalność nagrywania tychże osób.
2. Zamieścić w prasie i internecie definicję Osoby Publicznej, która powinna brzmieć mniej więcej tak:
"Osoba Publiczna, to osoba która dała się w jakikolwiek sposób poznać szerszemu ogółowi społeczeństwa, czyli taka, którą zna więcej niż 100 osób. Osoby mające na facebooku mniej niż 100 znajomych nie będą mogły być nagrywane".
3. Udostępnić każdemu Obywatelowi darmowy zestaw nagrywający w jego najprostszej wersji. Obywatele chcący posługiwać się bardziej nowoczesnymi technologiami będą musieli dopłacić.
4. Utworzyć w sieci specjalny serwis, w którym każdy Obywatel będzie mógł umieścić nagraną przez siebie rozmowę. Postuluję, żeby serwis miał prostą i czytelną dla każdego nazwę np. podsłuchy.pl , podsłuchiwacz.pl. itp. Serwis ten powinien mieć odpowiednią pojemność, tak żeby zmieściły się na nim zdjęcia podsłuchanych osób.
5. Utworzyć bliźniaczy serwis pod nazwą podglądacz.pl dla Obywateli dysponujących filmami podsłuchiwanych osób.
6. Opublikować listę miejsc, w których nagrywanie będzie zabronione takich jak: posterunki policji, prokuratura, sądy, konfesjonały, plebanie, agencje towarzyskie, szalety itp.
7. Poddać pod głosowanie w ogólnonarodowym referendum, czy punkt 6 nie jest ograniczaniem wolności obywatelskich. Moim zdaniem jest.
8. Podsłuchane, czy sfilmowane rozmowy powinny być dostępne dla wszystkich, stacji radiowych i telewizyjnych, które będą mogły utworzyć specjalne programy prezentujące najbardziej bulwersujące pogaduszki. Proponowane nazwy to: "Wiemy wszystko", "Cała prawda", "Co chciałeś ukryć?".
9. Do programu nauczania należy włączyć kilka godzin lekcyjnych, przedmiotu pod nazwą "Techniki podsłuchiwania".
10. W Telewizji Publicznej i Polskim Radiu w ramach misji należy utworzyć specjalne programy dla dzieci podsłuchujących rodziców np. pod tytułem "Mały szpieg".
11. Za najcenniejsze z punktu widzenia interesu społecznego nagrania, osoby nagrane będą zobowiązane do wypłacenia podsłuchującym odpowiedniego wynagrodzenia.
12. Zabronione jest niszczenie sprzętu w sytuacji gdy osoba podsłuchiwana odkryje, że jest nagrywana.

więcej »

Dwa Mundiale

 Emocje, emocje, emocje. Hiszpania? Nie, Hiszpania jest zbyt przewidywalna. Niemcy? Na pewno, przecież  grają Polacy, czyli Łukasz Podolski i Mirek Klose, ale też ich awans do ostatniej fazy turnieju jest dość oczywisty. Brazylia? Nie, Brazylii nie będę kibicował. Mają już tyle tytułów, że wystarczy. Poza tym grają u siebie i kibiców im nie brak. Stać za tym, kto jest silny i wygrywał już wiele razy, to żadna przygoda. Trzeba sobie wybrać kogoś takiego, kto zastąpi naszą reprezentację, a jednocześnie da nadzieję, że nie odpadnie już na samym początku. Już wiem! Chorwacja! Tak już mam, że zawsze kibicuję potencjalnie słabszemu, a poza tym z pobytu w tym uroczym kraju mam same cudowne wspomnienia. Już wiem, że to lato upłynie pod znakiem sportu. Z oczywistych względów to nie ja będę go uprawiał, ale jako kibic zapewne przeżyję wiele emocji. Niby jak mnie pytają, czy uprawiam jakiś sport, zawsze odpowiadam – Tak, uprawiam aktorstwo – ale to jednak trochę inne emocje. W teatrze, czy na planie filmowym trzeba często wylać sporo potu i nie da się ukryć, że czasami jest to ciężka, fizyczna praca, ale emocje inne, zaplanowane, świadomie uruchomiane zgodnie z wymogami roli. W rozgrywkach sportowych na najwyższym poziomie takich jak Mistrzostwa Świata w piłce nożnej niczego nie można przewidzieć i to jest właśnie takie fascynujące. Zaraz, zaraz, przecież przed chwilą przewidywałem, że Niemcy, czy Hiszpanie zajdą wysoko, to gdzie tu jakaś niewiadoma?  Otóż każdy mecz jest niewiadomą, bo wszystko może się zdarzyć. Jeden mały błąd w doliczonym czasie gry  może sprawić, że faworyt odpada, a cały świat zaczyna kibicować nowej Gwieździe. Mam nadzieję, że tak będzie z drużyną Chorwacji.  – Czym ty się tak podniecasz? – dziwi się od zawsze moja żona  - Dwudziestu facetów biega w krótkich majtkach za piłką po boisku, gol pada, jak dobrze pójdzie, raz na godzinę, a ty wrzeszczysz jakby cię ze skóry obdzierali!                                                                          

więcej »


Strona: 1 2 3 4 5
 
 

© 2002 - 2014 Copyright by Artur Barciś. Wszelkie prawa zastrzeżone.